Chcesz wyjść na idiotę? Używaj trudnych słów!

writing-2

Szokujące wyniki badania przeprowadzonego przez Daniela Oppenheimera, mogą być lekcją dla wszystkich początkujących blogerów.

Słyszeliście o nagrodzie IG Nobla, prawda? Jest to przeciwieństwa nagrody Nobla, często określane mianem Antynobla, albo Złotej Maliny Nobla. To wysoce krzywdzące miano, ponieważ IG Nobel przyznawany jest za „odkrycia, które w pierwszej kolejności śmieszą, ale zaraz potem dają do myślenia”.

Pewien znajomy, były nauczyciel akademicki, podesłał mi niedawno pracę naukową Daniela Oppenheimera z Princeton University (IG Noblisty z 2006r.). Wykonał on serię badań nad używaniem trudnego słownictwa i jego odbiorem przez czytelników.

Pomysłowy profesor Oppenheimer wybrał kilka fragmentów prac naukowych i przy pomocy tezaurusa z Worda, w miarę potrzeby, skomplikował lub uprościł tekst. Następnie poprosił studentów i wykładowców, by na jego podstawie ocenili inteligencję autora.

Wyniki zaszokowały chyba wszystkich!

Badania implikują, że istnieje negatywna korelacja pomiędzy użytkowaniem skomplikowanego słownictwa, a oceną ilorazu inteligencji eseisty. A po polsku? Oznacza to, że pisząc powyższe, pogrubione zdanie, wyszedłem w waszych oczach na kompletnego idiotę. I to właśnie dlatego, że użyłem trudnych słów.

Okazuje się, że używanie trudnego słownictwa, wcale nie sprawia, że wychodzimy na bardziej inteligentnych. Jest dokładnie przeciwnie. Skomplikowany tekst jest bardzo trudny w odbiorze i czytając go, nasza uwaga o wiele szybciej ulega rozproszeniu. W rezultacie o wiele mniej rozumiemy. Z kolei, tym co wpływa na pozytywy odbiór, jest płynność tekstu i łatwość jego zrozumienia. Czyli coś co w telegraficznym skrócie można by określić mianem flow.

Przyznaję, że trochę mnie to zaskoczyło. Sam pisząc swoją pracę licencjacką, wiele razy korzystałem z tezaurusa. Często tworzyłem tam konstrukcje zdaniowe, których głębokość porównywalna była z piosenkami Feel’a. To trochę smutne, bo wtedy byłem z nich naprawdę dumny. W rzeczywistości, mogłem wyjść na zwyczajnego półgłówka.

Na myśl przychodzą mi też dziesiątki tekstów, jakie czytam w Internecie każdego dnia. Zarówno tych profesjonalnych dziennikarzy, jak i blogerów amatorów. Wiele osób wpada w pułapkę nadużywania trudnego słownictwa i budowy niesamowicie skomplikowanych złożonych zdań. Zdań omawiających zagadnienie, ale kompletnie pozbawionych lekkości. W obawie pisania zbyt prostym językiem, sami wpadają w pułapkę.

Mnie też czasami się to zdarza, choć zakładając tego bloga, obiecałem sobie maksymalną prostotę i lekkość przekazu. Tak, by czytanie tekstu sprawiało przyjemność, a potrzebne informacje były jak najłatwiej dostępne. To sprawdza się najlepiej.

Zastanawiałem się jak zręcznie podsumować ten tekst. Chyba najlepiej sprawdzi się krótka animacja, która w prostych słowach tłumaczy jeden z najbardziej zawiłych paradoksów fizyki. To chyba najlepsze podsumowaniem tego tekstu i dowód na przewagę prosty!

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

Volfee poleca: Czy umiesz się tak naprawdę dzielić?

PS. Link do pracy naukowej Oppenheimera

Reklamy

22 thoughts on “Chcesz wyjść na idiotę? Używaj trudnych słów!

  1. Również zakładając blog tak jak Ty powiedziałem sobie, że postaram się do minimum wyeliminować słownictwo w moim przypadku specjalistyczne, chyba, że wcześniej je wytłumaczę. 🙂 Mimo to, dobrze wiedzieć o takich badaniach. Aczykolwiek, biorąc pod uwagę siebie, gdy czytam coś i nie rozumiem do końca to faktycznie wpływa to na rozkojarzenie, rozproszenienie. To samo przy czytaniu książek, które mnie nie ciekawią, ale czy oby na pewno uważam autora tekstu za osobę „mniej” inteligentną?

  2. Okazuje się, że tak!

    W jednym z przeprowadzonych badań, studenci otrzymali ten sam tekst przetłumaczony przez dwóch tłumaczy, na język angielski. Jedno tłumaczenie było bardziej zawiłe, drugie mniej. Dodatkowo połowa studentów wiedziała, kto jest autorem (i twórczość autora była im znana). Druga połowa otrzymała ten sam tekst, ale jako tekst anonimowego autora.

    Wyszło na to, że znajomość autora (postrzeganie go jako inteligentnego) nie była istotna przy ocenie inteligencji. Prostsze tłumaczenie zostało ocenione jako twórczość osoby bardziej inteligentnej.

  3. mnie też te badania zaskoczyły… wychodzi na to, ze mamy wysokie mnie manie o sobie… nie działa na zasadzie oj – muszę poszerzyć swoją wiedzę tylko ale „łoś”- nie obrażając łosi 😉

  4. Przez to, że tekst był bardziej zrozumiały, wynieśli z niego więcej informacji, czuli się, że przekaż był na tyle dobry, że wzbogacili się o jakąś wiedzę. Ich odczucia – napisała to osoba inteligentna, umiała to przekazać. Ten sam tekst, ale informacje ciężkie do wyłapaniea, mało zrozumiale – kto to pisał i dla kogo?

    Jednak jeżeli ktoś interesuje się daną tematyką, zna się na tym i zgłębia wiedzę, to byle jaki tekst, po prostu czytelny i zrozumiały w porównaniu do tekstu napisanego językiem fachowym, którego przeciętny Nowak nie zrozumie, będzie słabo wypadać. Dlatego osobiście kierując swoją wiedzę do osób nie znających tematu, piszę łatwym językiem, ale sam w tym temacie nie czytałbym siebie w celu zgłębiania wiedzy, a odnosił się do literatury fachowej, która jest napisana „trudnym” językiem.

  5. Zgadza się, czasami żargon, albo skomplikowany fachowy język, może prowadzić nawet do uproszczenia tekstu. I wtedy reguła się nie sprawdzi. Ale w fachowych publikacjach autorzy lubią sobie czasami połechtać ego i zamiast napisać, że ktoś jest „zadowolony”, piszą „kontent”. A zamiast, że z „A powoduje B”, piszą „A implikuje B”.

    Jasne, że inteligentna osoba zrozumie o co chodzi, ale po co stosować trudne słowa, kiedy istnieją powszechnie używane odpowiedniki?

    • Sprawa nie jest tak prosta. Stosowanie słów uchodzących za trudne jest formą dbania o język. Niezwykle dużą część naszych potrzeb możemy komunikować mruknięciami lub używająć jedynie bezokoliczników. „Chcieć jeść teraz!” w wystarczajacym stopniu pokazuje o co nam chodzi, ale nie jest to chyba kierunek ewolucji języka w jakim chcemy dążyć. Zgadzam się, że nadmierne komplikowanie języka to denerwująca maniera u niektórych, ale nie należy całkiem unikac trudniejszych słów.

    • Obawiam się, że nie nikt nie ma wpływu na ewolucję języka. Język ewoluuje sam z siebie.A jeżeli spojrzeć na ewolucję języka, to paradoksalnie wraz z rozwojem cywilizacyjnym język się upraszcza. Staroangielski był niesamowicie skomplikowany, występowały w nim przypadki i rodzaje. Dzisiejszy angielski jest pewnie jednym z najprostszych języków, brzmi mniej więcej – “Chcieć jeść teraz!” i nikogo to tak bardzo nie razi. Podobnie ma się sprawa z Łaciną, która wymarła i zastąpiły ją prostsze języki.

      Języka polskiego taka ewolucja też nie ominęła. Nie używa się już np. czasu zaprzeszłego.

    • Zgadzam się – wszystkie języki ewoluują ku prostszym formom. Widoczne jest to zwłaszcza w wypadku gramatyki. Niemniej pisząc i mówiąc mamy wpływ na ewolucję języka. Jeśli tylko ja będę używał jakiegoś słowa to ono oczywiście zginie, ale jeśli będzie go uzywało wiele osób to słowo to pozostanie. Podobnie – moda powoduje powstawanie nowych słów. Starczy spojrzeć na np „dancing” – zapewne powstało ono jako efekt czasowej mody i wyparło starsze „bale” i „potańcówki”, ale moda się skończyła i dzisiaj (przynajmniej w moim otoczeniu) nikt już go nie uzywa. O ile utrata „dancingu” mnie nie boli to zatracanie się w pamięci ludzi innych słów jest już przykre, a wręcz denerwujace jest zmienianie znaczenia jak ma to miejsce w wypadku nadawania słowu „bynajmniej” znaczenia „przynajmniej”.

  6. Pewna staruszka mówiła: „To wielki profesor, tyle mówił, a ja nic nie zrozumiałam, musi być bardzo mądry!” To, oczywiscie, żart, ale czy aby nie z życia wzięty..?
    Weźmy materiały naukowe – okazuje się, że aż dymią od skomplikowanych wyrażeń, skrótów, anglosaskich określeń, tasiemcowych zdań – pewnie wiecie, jak trudno się uczyć z takich ksiażek. To bełkot naukawy, jak niektórzy mawiają. I prawdę mówiąc, po takiej lekturze czuje się niesmak, nie podziw dla autora.

    • Niektóre prace są pisane od specjalistów do specjalistów, a znajomość fachowego języka pomaga w lepszym zrozumieniu. Chyba nie wyobrażasz sobie, że ktoś będzie pisać artykuł naukowy, tak by każdy człowiek mógł go bezproblemowo zrozumieć? Artykuł jest bez sensu i bez podstaw, ot zwykły wyraz frustracji.

  7. Przypomniał mi się nauczyciel od WOSu, który mówił: Skoro nauczyciel nie potrafi czegoś przekazać jak najprościej, to znaczy że jest idiotą i sam tego nie rozumie. Szkoda tylko człowieka, bo był alkoholikiem i został wyrzucony ze szkoły. Ale był genialny i tłumaczył wszystko tak prosto, że nie było opcji niezrozumienia czegoś. Docenialiśmy go bardziej, niż nauczycieli od przedmiotów ścisłych.

  8. Myślę że na pole pisarskiego zacięcia powinna się przekładać zasada KISS znana z programistycznego podejść. KISS to z angielska Keep It Simple Stupid czyli nie komplikuj bo nikt się nie połapie.

  9. W tym filmie też jest jeden problem. Niby fajnie, niby śmieszny fizyk z peleryną, a jednak haczyk jest. Strzelamy kulkami – fajne i zrozumiałe. Robimy fale – przejrzyste i do ogarnięcia. Wchodzimy w świat kwantów – łubudu! – „fale potencjału”. Ja mam to nieszczęście, że fizyk jestem i pod ziemię musiałbym się zapaść na kilka metrów , gdybym nie widział, o co cho. Ale konia z rzędem każdemu nie-fizykowi, który na palcach wytłumaczy, co to jest fala potencjału. Albo co to jest „superpozycja”. Oczywiście można by to było zastąpić jakimiś „normalnymi” sformułowaniami, ale wtedy opis stałby się nieprawdziwy z naukowego punktu widzenia. I mamy dylemat – będzie bez wielkich słów – źle, bo niefizyczne. Z wielkimi słowami – też źle, bo niezrozumiałe i napuszone 😉 Wniosek – są dziedziny wiedzy, gdzie by nie popełnić gafy naukowej i nie wprowadzić słuchacza/czytelnika w błąd trzeba korzystać z fachowego słownictwa. Bo akurat mechanika kwantowa jest nieintuicyjna i tak bardzo przeczy zdrowemu rozsądkowi, że tłumaczenie jej bez użycia wielkich słów jest praktycznie niemożliwe. 🙂

    • TED! 🙂 Też oglądam, choć tego akurat nie widziałem. I całkowicie się z prezenterem zgadzam – też próbujemy robić tego typu rzeczy na różnych Nocach Naukowców czy innych Festiwalach Nauki. I jakoś to hula – da się wytłumaczyć punkt potrójny wody na przykładzie gotowania wody w schronisku w górach i działanie dysku twardego na paczkach zapałek. I całkowicie się zgadzam, że do niespecjalistów (a w szczególności do uczniów, choć nauczycielem nie jestem) trzeba (!) mówić w taki sposób. Bo skomplikowane słowa są zbyt skomplikowane i mogą być odebrane jako zarozumialstwo (a tego ani trochę nie chcemy). W tych tłumaczeniach dochodzi się jednak czasami do punktu (na przykład przez dociekliwe pytania zadawane przez oglądających pokazywane doświadczenie), gdzie niestety jest już bardzo ciężko tłumaczyć posługując się pluszakami i zapałkami. Nie bronię tutaj tezy, że osoba zajmująca się taką albo inną dziedziną nauki powinna używać samych napuszonych słów. Piszę raczej o tym, że dokładne (!) wytłumaczenie jakiegoś pojęcia/efektu/twierdzenia wymaga użycia specyficznych słów. A poza tym, to oczywiście – w bankowości, religioznawstwie, matematyce czy innej fizyce – mówmy do ludzi po ludzku. Napisałem na temat tego Younga z czterech powodów – zaciekawił mnie Twój wpis, akurat był Young ;), akurat coś tam się na tym znam, i akurat dotyczy mechaniki kwantowej. A z kwanty są teorią, która przeczy zdrowemu rozsądkowi. A ciężko jest czasami wytłumaczyć coś niezdroworozsądkowego posługując się prostymi słowami i analogiami z obserwowaną przez nas rzeczywistością. Bo takich analogii nie ma (albo jest ich baaaardzo mało, akurat w tym przypadku). Chodzi raczej o granicę – czy tłumaczyć coś łatwo i zrozumiale czy dokładnie z naukowego punktu widzenia. Feymann napisał genialną serię wykładów z fizyki – czyta się jak powieść. Ale nawet on musiał zdefiniować takie cuda jak diwergencja czy rotacja. Bo później by nie dał rady wytłumaczyć reszty.

  10. Pingback: zinponował … | sfumato twórczego rozwoju

  11. Inteligentnym imo jest ten, który nie tylko „rozumie”, ale swoją wiedzę umie tak uprościć, obrazy ubrać w słowa i przekazać coś jak najprościej i zrozumiale – to właśnie takich ludzi nazywam mądrymi. Cóż z tego jak nauczyciel jest naszpikowany wiedzą, a nie umie powiedzieć jednego prostego zdania po ludzku.
    Na wykładach w gronie supernaukowców i mózgowców – słownictwo jak z filmów fantasy jak najbardziej okej, ale w innym kontekście dostosowanie języka i słów do obioców powinno być konieczne.
    I myślę, że używanie pojedynczych trudnych słów pośród slangu i angielskich zwrotów wywołuje przeciwny efekt do tego w tytule wpisu. Czym innym jest pogmatwane zdanie, w którym zapominasz o czym był początek, a czym innym słówko-wow wtrącone raz na jakiś czas.

  12. Pingback: O, mowo polska..!! | Ugoldenbrown's Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s