Nie będę płakał za Berbeką i Kowalskim

BroadPeak

„-How would you like to die, Tyrion son of Tywin? – In my own bed, at the age of 80 with a belly full of wine and a girl’s mouth around my cock.” – George R. R. Martin, Gra o Tron.

Media zaczynają już liczyć wysokość słupków, eksperci zacierają ręce, internauci szukają już na klawiaturach klawiszy „[”, „]” i „*”, tylko wypatrywać żałoby narodowej i filmu w produkcji TVN’u. Wiecie co? Ja nie będę za nimi płakał ani palił żadnej świeczki, bo nie żal mi ludzi, którzy zginęli robiąc to co kochają.

Czy śmierć może być chwalebna? Zwykle jest tylko wielka strata i ból rodzin ofiar. W tym przypadku strata i ból tym większych, że jeden z zaginionych był legenda himalaistki, a drugi wschodzącą gwiazdą. Mieli jeszcze wiele szczytów do zdobycia i dużo rzeczy do zrobienia. Tyle historii do opowiedzenia i książek do napisania.

Byli prawdziwymi pasjonatami. Myślę, że zaliczali się jeszcze do grona prawdziwych odkrywców. Ludzi, których na tym świecie pozostało już naprawdę niewielu, bo i też coraz mniej jest do odkrycia. Niestety, tacy ludzie mają najgorzej.

„W ciągu miesiąca intensywnego życia w górach przeżywa się tyle, co zwyczajnie w czasie kilku lat; to jest zajęcie dla ludzi zachłannych na życie – życia człowiekowi jest za mało.”
– Jerzy Kukuczka

Byli doskonale świadomi, że wspaniałe rzeczy w naszym życiu, zaczynają się po wyjściu ze strefy komfortu. Wielkie czyny zaś, po wyjściu ze strefy bezpieczeństwa. Podejmowali ryzyko przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, robiąc to co kochają i żyjąc pełnią życia. Prawdopodobnie przeżyli do tej pory więcej, niż wielu z nas będzie dane kiedykolwiek.

Nie mieli wyjścia, umysł odkrywcy widzi zwykle tylko jedną drogę i jest to droga do przodu. Dzięki takim ludziom odkryliśmy Amerykę, rzuciliśmy wyzwanie zdrowemu rozsądkowi i nauczyliśmy się latać. A kiedy to już przestało nam wystarczać, zbudowaliśmy statek kosmiczny i rzuciliśmy wyzwanie kosmosowi.

Ciężko mi wymyślić lepszą śmierć dla prawdziwego pasjonaty-odkrywcy. Umrzeć robiąc to co się kocha robić. Umrzeć będąc pierwszą osobą, która dokonała tego, co pozornie niemożliwe. Dokonała tego, co nie udało się nikomu w ciągu ponad stu lat historii himalaizmu.

Czy sądzicie, że nie jest to bardziej chwalebne, niż śmierć ze starości, albo po walce ze śmiertelna chorobą?

Może zabrzmi to naiwnie, ale zazdroszczę im takiej śmierci. Nie żeby szczególnie śpieszyło mi się na tamten świat, ale chciałbym umrzeć tak jak oni – w chwale i poświęceniu. Mając cel i dążąc do niego. Albo wracając.

Tymczasem, zamiast rozpalania świeczki na facebookowej ścianie, zdejmuję czapkę z głowy. Panowie, macie mój szczery podziw i szacunek!

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

Reklamy

15 thoughts on “Nie będę płakał za Berbeką i Kowalskim

  1. Wiesz myślę, że media to jeszcze maks z tydzień po przeżywają. Temat mniej chwytliwy niż gwiazda z sosnowca. Masz rację warto ginąć za swoje idea i pasję. Szkoda rodzin i przyjaciół. Ale bycie prawdziwym pasjonatom gór ma małą gwiazdkę w kontrakcie …śmiertelnie niebezpieczne zajęcie.

  2. Mario Puzo napisał kiedyś książkę pod tytułem „Głupcy umierają”.
    Osobiście uważam, że śmierć ze starości lub po walce z chorobą jest dużo bardziej chwalebna niż śmierć z głupoty.

  3. Mam dokładnie takie samo zdanie! Popieram całym sercem Polski Himalaizm, jako jedną z niewielu dziedzin w których mamy kolosalne osiągnięcia. Niestety ale w ten sport wliczone jest ryzyko śmierci i każdy kto go uprawia to akceptuje. Statystyki są okrutne ale miłość do gór silniejsza. Sam mam ochotę spróbować, bo też kocham góry. Oczywiście nie tak spektakularnie ale np. Ama Dablam, albo skomercjalizowany Mount Everest jest teraz w zasięgu każdego z dobrą kondycją i grubszym portfelem.

  4. Znałem pana Macieja Berbekę, jest ojcem mojego znajomego. Bardzo szkoda, że to się tak potoczyło. Oczywiście, śmierć w górach jest pewnie dla Himalaisty czymś niezwykłym, co stawia go na panteonie prawdziwych ludzi gór, ale mimo wszystko zawsze pozostaje żal i pytanie dlaczego akurat teraz, dlaczego tym razem?

  5. Znajmy umiar. Bez wdawania się w oceny z jakich powodów ludzie wspinają się po górach (ludzie robią jeszcze dziwniejsze rzeczy). Zabrzmi to okrutnie a i pewnie narażę się, ale oceniając całą sytuację, to „chwalebnym” wyczynem szczycić mogą się ci, którzy szczyt zdobyli i przeżyli – oni są prawdziwymi zwycięzcami. Nie popadajmy w narodową przypadłość – jest w nas jakaś irracjonalna skaza, która każe nam czcić wszystko to, co nieudane. Bohaterami w tym przypadku są zdobywcy żywi, a nie martwi. Zmarłym należy się szacunek za odwagę i poświęcenie, ale również – zabrzmi to okrutnie – „panowie, tym razem przegraliście”.

    „Czy sądzicie, że nie jest to bardziej chwalebne, niż śmierć ze starości, albo po walce ze śmiertelna chorobą?” Volfee, myślę że to niefortunne pytanie. W pełni rozumiem, że śmierć setek ludzi dziennie w hospicjach ze starości i na skutek chorób nowotworowych jest „mało widowiskowa”, „niemedialna” w porównaniu z tragicznym poślizgnięciem się na lodowcu parę tysięcy kilometrów od kraju, ale przestrzegałbym przed wartościowaniem czyja śmierć jest „lepsza”, a czyja „gorsza”, bo do tego w sumie Twoje pytanie się sprowadza.

    A tekst jak zwykle dobry, zmuszający do refleksji. Dziękuję i pozdrawiam!

  6. Do: Wars Jotazof – Czy śmierć jako stan, koniec bytu, odejście może być w ogóle poddana dyspucie „śmierć dobra, śmierć zła?”. Jako „brak” jest negatywnym zjawiskiem samym przez się. Raczej sposób przeżywania swojego bytu jest wartościowalny. Żyli pełnym życiem, Volfee zacytował Jerzego Kukuczkę właściwie.

  7. Każdy z wielkich polskich himalaistów zginął w górach, jak nie wysokich to w naszych Tatrach, w tą pasję wpisana jest śmierć w górach i często to nie przygotowanie czy doświadczenie decydują tylko to co niezależne od nas… góra, pogoda, itd.

  8. Bardzo dobry tekst. Cieszę się, że jesteś osobą tak myślącą. Drażnią mnie media i osoby, które wystawiają pomniki ludziom – za to, że umarli. Śmierć nigdy nie jest ani dobra, ani zła. Towarzyszy jej ból, cierpienie i żal innych. Jednak nie wystawiajmy pomników tam gdzie nie trzeba. Dziś trudno jest odkryć coś nowego – to jest fakt. Można zrobić wiele dla ludzi i wiele dokonać. Tak jak napisałeś trzeba zaryzykować i wyjść z bezpiecznej sfery komfortu… eh life …

  9. Rozmawiałam z kolegą-himalaistą. Zapytałam go o zdanie po śmierci Berbeki i Kowalskiego, jak on się do tego odnosi. Powiedział coś, co powtarza każdy himalaista, o których słyszałam: „Dla himalaisty nie ma piękniejszej śmierci, niż tej poniesionej w górach”. Dodał, że sam chciałby tak zginąć. Chyba nie trzeba nic więcej dodawać.

  10. Tekst świetny, ale… pozostaje straszliwy żal, nie tylko bliskich, ale także sporej „reszty”. Takie wybory bywają bezlitosne. Niedawno w radiu przypadkiem trafiłam na piosenkę „Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani, że za tobą idą chłopcy malowani…” – może zmieniając słowa „Góro, góro cóżeś ty za pani…” a idą nie tylko chłopcy. Jakoś tak dziwnie mi się to przypomniało i skojarzyło. Pozdrawiam.

  11. Parę lat temu chodziłam nałogowo wręcz po górach. Były wysokie szczyty i trochę osiągnięć. I powiem jedno: zgadzam się z tym, że nie świeczka, ale szacunek i podziw.
    Można zginąć każdego dnia na ulicy pod kołami samochodu. Może spaść nam przysłowiowa cegła na głowę.
    Skoro przyszedł ten czasu i miało zgasnąć ich życie to dobrze, że wtedy, kiedy robili coś, co kochali i w miejscu, które było zwieńczeniem ich marzeń.
    Z tego, co mi wiadomo byli tuż po zdobyciu szczytu, czyli pełni zapewne wzruszeń, a może i bólu, ale była to jedna z takich chwili, które są piękne w życiu i dla których warto robić to, co się kocha. Jadąc w góry na niebezpieczną wspinaczkę za każdym razem ma się w głowie, że jest to niebezpieczna wyprawa i może ostatnia. Decyzję o wyjeździe podejmuje się jednak całkowicie świadomie. Szacunek i podziw, że odważyli się sięgnąć po to, co uważali za ważne w życiu.

  12. Szkoda chłopaków, bo parę szczytów mogli jeszcze zdobyć, szczególnie Kowalski. Jednak nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Moim zdaniem najważniejsze, że zginęli już po zdobyciu Broad Peak, a nie w drodze na niego – zobaczyli „Neapol” i umarli.

  13. Pingback: Noszę koszulki z Che Guevarą i jestem z nich dumny! | Volfee

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s