Volfee vs mormoni

IMG_0335Volfee z dwójką przyjaciół docierają do Salt Lake City. W mieście zwiedzają mormoński kompleks świątyń. Volfee poważnie rozważa zostanie mormonem.

Kilka lat temu podróżowałem, ze swoimi znajomymi, po zachodzie Stanów Zjednoczonych i tak się składało, że przejeżdżaliśmy właśnie przez Salt Lake City. Miasto znane jest głównie z organizacji Igrzysk Olimpijskich jakieś 100 lat temu oraz mormonów. To pierwsze nie obchodziło nas ani trochę, ale ponieważ podczas pracy, a potem podróży po USA poznaliśmy kilku przesympatycznych mormonów, postanowiliśmy zwiedzić miasto.

Salt Lake City, jest bardzo specyficzne. Jest tam niezwykle czysto i spokojnie, ulice są niesamowicie szerokie (2-3 pasmowe drogi w całym mieście), a trawniki zadbane i przystrzyżone z chirurgiczną dokładnością. Niektórym może się to podobać, dla mnie jednak miast pozbawione jest charakteru. Wręcz plastikowe. No, ale to temat na oddzielną dyskusję.

Salt Lake Temple - wstęp tylko dla mormonów

Salt Lake Temple – wstęp tylko dla mormonów

Co istotniejsze, miasto jest takim trochę Watykanem dla mormonów. Mają tam swoje świątynie, szkoły, osiedla, teatry kina, etc. Dość rzec, że występuje tam największy na metr kwadratowy odsetek mormonów na świecie. (W tym tekście występuje rekordowy odsetek słowa „mormon” w zdaniu).

Niektórzy z was, zapytają pewnie: „Volfee, ale kim, cholera, o ogóle są ci mormoni?”. Tym z was odpowiem, nie martwcie się, bo przyjeżdżając do miasta, też nie do końca wiedzieliśmy. Dlatego właśnie, nasze kroki szybko skierowaliśmy do Visitors Center, zaraz przy Świątyni Salt Lake.

W środku przywitały nas dwie piękne przewodniczki. Jak się zaraz okazało, miały nas oprowadzić po całym kompleksie budynków, a także służyć pomocą i odpowiadać na wszelkie pytania. Tutaj mieliśmy dowiedzieć się, też pierwszej rzeczy o Mormonach.

No właśnie, w wieku 19-21 lat, młodzi mormoni są zachęcani (a raczej, jest im to sugerowane) do wyruszenia na zagraniczną misję. Trwa ona z reguły dwa lata, a miejsce docelowe nie jest wybierane przez kandydata, lecz przez władze kościoła. Dzięki temu mormoni prowadzą działalność misyjną w większości krajów świata. Jedna z naszych przewodniczek była z Francji, druga natomiast z Malezji. Lepiej trafić nie mogliśmy :).

Mormoński kościół w Salt Lake City. Akustyka jest tak dobra, że w kościele nie ma potrzeby używania nagłośnienia.

Mormoński kościół w Salt Lake City. Akustyka jest tak dobra, że w kościele nie ma potrzeby używania nagłośnienia.

Zwiedzanie zaczęliśmy oczywiście od muzeum mormonów, gdzie poznaliśmy dalsze losy postaci znanych z biblii. Jak się okazuje mormoni to tacy chrześcijanie, tylko jeszcze lepsi niż katolicy. W swoim kanonie literatury mają bowiem, oprócz starego i nowego testamentu, dodatkowo jeszcze księgę Mormona. O czy ona jest? Pamiętacie jak Mojżesz przez 40 lat prowadził plemiona żydowski po pustyni? No wiec, część z tych plemion nie była najlepszymi nawigatorami na świecie i zgubiła się tak bardzo, że odnalazła się dopiero w Ameryce Środkowej.

Ooo… a wiecie co się stało z Jezusem po tym jak go ukrzyżowali i zmartwychwstał? Nie uwierzycie. Poleciał na wakacje właśnie do Ameryki, żeby uczyć i nawracać owe zaginione plemiona. Pewnie nawet nie przypuszczaliście, że Meksykanie to potomkowie Żydów w linii prostej, a jednak! 😉

W następnym budynku, nasze przesympatyczne, acz trochę zakręcone przewodniczki pokazały nam radosną twórczość sakralną mormonów. Poniżej macie kilka przykładów.

Jezus wita amerykańskich Indian.

Jezus wita amerykańskich Indian.

Prorok Moroni twórca "The Book of Mormon"

Prorok Moroni twórca „The Book of Mormon”

Joseph Smith w trakcie objawiania się Moroniego. Przekazanie Księgi Mormona ludziom.

Joseph Smith w trakcie objawiania się Moroniego. Przekazanie Księgi Mormona ludziom.

Tak, skojarzenia z Conanem SĄ, jak najbardziej na miejscu.

– A czy to z tą waszą poligamią i wieloma żonami to jest prawda? – zapytałem, nie mogą cię już powstrzymać, wchodząc do kolejnej sali.
Obie mormonki zaśmiały się uroczo.
– Nie no, oczywiście, że nie. To nie jest już od dawna praktykowane. Zresztą w USA jest to prawnie zabronione. – odparła, jedna z nich bez skrępowania – W Meksyku mieszkają co prawda mormoni, którzy nadal posiadają wiele żon, ale nie utożsamiają się z nasza wspólnotą i my też raczej ich nie popieramy.
– Udamy się teraz do sali konferencyjnej – dodała druga z przewodniczek

Sala konferencyjna robiła wrażenie!

Sala konferencyjna

Sala konferencyjna

Z tego co się dowiedzieliśmy jest w stanie pomieścić 21000 ludzi (dla porównania Stadion Narodowy w Wa-wie mieści 58000).

– A skąd bierzecie pieniądze na to wszystko? Działalność misyjna, ogromne kompleksy świątyń?
– Hmm… członkowie kościoła LDS (Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich) zachęcani są do odprowadzania 10% swoich przychodów, na rzecz naszej organizacji.
– Ulala… teraz rozumiem.
– Inną kwestią jest to, że cenimy raczej zaradność i pracowitość, niż ubóstwo i przesadną skromność.
– Słusznie, słusznie.
– Dlatego właśnie wysyłamy młodych ludzi u progu dorosłości na działalność misyjną. W ten sposób uczą się zaradności, ale także tolerancji, otwartości i miłości do bliźniego…

Udaliśmy się do ogrodów, a nasze przewodniczki opowiadały nam trochę więcej o ich wierze. Starały się też chyba wybadać trochę nasze zapatrywania na religię. No, ale nie oszukujmy się, cała ta wycieczka miała za zadanie, zainteresować nas nową wiarą. To co zdecydowanie mnie w nich urzekło (oprócz uśmiechów), to brak jakiegoś specjalnego naciskania czy nachalności. Mormoni zdecydowanie odrobili pracę domowa z marketingu.

IMG_0337

Nasza wycieczka kończyła się niestety w Visitors Center.

– Larissa, pójdzie po nasze małe ankiety, w których będziecie mogli opisać swoje wrażenia z wycieczki. A także, oczywiście jeżeli będziecie chcieli, możecie podać nam wasze dane kontaktowe. Kiedy wrócicie do kraju, nasz lokalny komitet będzie mógł się z wami skontaktować.

W tym momencie, było pewnie nawet słychać trybiki w mojej głowie: „żeby mnie nawrócić -> będą sami podsyłali mi misjonarki z całego świata -> prosto do mojego domu w Łodzi -> hell yea! -> ciekawe czy w Polsce też jest zabroniona monogamia -> to trochę takie pokojowe krucjaty -> gdzie mam podpisać?”.

– Volfee, tutaj jest napisane – rzekł jeden z moich towarzyszy, nachylony nad pobliskim komputerem – że mormonie nie spożywają kawy, herbaty ani alkoholu. O paleniu czy trawce nawet nie wspominają.
– Nawet piwa i wina?
– Nawet piwa i wina – odpowiedziała przewodniczka robiąc smutną minę – wierzymy w czyst…
– Ehhh…

Moja opinia o mormonach nie zmieniła się jednak. Cały czas uważam, że są to przesympatyczni ludzie, faktycznie pełni szacunku do innych oraz niezwykle kulturalni. I myślę, że wiele osób mogłoby wiele zyskać na ich naukach.

Dlatego, jako email kontaktowy podałem: jacek.kurski@gmail.com.

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

Reklamy

6 thoughts on “Volfee vs mormoni

  1. Eeee nie piją kawy? Ani piwa, ani wina? To jak oni są w stanie w ogóle żyć? 😀 A na serio fajny tekst, aż chce się poszerzyć widzę na temat Mormonów.
    Obraz Jezusa wśród Indian wymiata 😉

  2. Dla mnie najbardziej fascynującą rzeczą dotyczącą Mormonów jest ich zamiłowanie do genealogii. Obecnie archiwum w Salt Lake City ma zgromadzone dane dotyczące ponad 2 miliardów ludzi. Jeżeli ktoś ma problem z odnalezieniem danych swojego prapradziadka, z dużą dozą prawdopodobieństwa uzyska taką informację od Mormonów. Czytałem o historii Polaka, który na dobre zatrzymał się w swoich poszukiwaniach przodków, postanowił więc napisać do Mormonów, a oni na dzień dobry dołożyli mu 100 lat wstecz.

  3. Z tym Jezusem to zagadkowa sprawa. W Rishikash widzieliśmy książkę o Jego życiu w Indiach 🙂 Nigdy sobie nie wybaczę, że jej nie kupiliśmy. Pierwszy globetrotter 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s