Volfee vs Snowboard

972261

Jakiś parę dni temu, wpadłem na najgłupszy pomysł w moim życiu. Postanowiłem spróbować snowboardu…

Macie czasami tak, że po prostu wiecie? Wiecie, że jakaś konkretna sytuacja się wydarzy i nie jesteście w stanie zrobić nic, by tego uniknąć? Oczywiście próbujecie… Wmawiacie sobie, że może się uda. Zmieniacie plany, przekładacie spotkania, określacie nowe priorytety i planujecie. Podejmujecie setki, pozornie właściwych, decyzji, które ostatecznie i tak prowadzą was ku nieuchronnemu.

Kiedy zaczynałem jazdę na nartach, deski snowboardowe nie były jeszcze tak popularne. Właściwie to pierwszego snowboardzistę zobaczyłem dopiero jakieś dwa lata później – pamiętam to jak dzisiaj. Przefrunął obok mnie z szaleńczą prędkością, rozsypując wokół siebie chmurę sypkiego śniegu. Przez chwilę pomyślałem, że to niesamowite, sunąć tak po śniegu, wyglądać tak zajebiście, a robiąc w sumie to samo co ja, przy użyciu zaledwie jednej deski. Inni jednak nie podzielali mojego zachwytu. Dla znajomych narciarzy, snowboardzista był uosobieniem wszelkiego zepsucia, głupoty i zła, skondensowanego do rozmiarów 18-letniego chłopaka, w trochę zbyt luźnych spodniach i szeleszczącej kurtce.

Ja sam przez następnych parę lat starałem się wzbudzić w sobie tę samą odrazę. Widząc snowboardzistę, szybko przypisywałem mu najgorsze możliwe cechy. Głupota, bezmyślność, szaleństwo i brak poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności (nie powiem, żeby sprawiało mi to też jakąś szczególną trudność 😉 ). Kląłem za każdym razem, kiedy o mało nie rozbiłem się o grupę snowboardzistów, urządzających sobie radosny piknik. Oczywiście zawsze za niewidoczną krawędzią stoku. Wyzywałem ich, za umiłowanie do niespodziewanego zajeżdżania drogi. Starałem przypisać im winę, za robienie największych muld na trasach. A jednak, pomimo nawet najusilniejszych prób, wiedziałem, że nie uda mi się stłumić tego, co drzemie głęboko w moim sercu.

Kiedy ledwie parę dni temu, zobaczyłem 14-letnią dziewczynkę, radośnie biegnącą ze świeżo wypożyczoną deską snowboardową w ręku, coś we mnie pękło. Poczłapałem do wypożyczalni sprzętu i ze łzami w oczach, poprosiłem o to samo.

Zhańbiłem się moi drodzy… Zhańbiłem się, bo chociaż w czwartek, z powodu odmrożeń 6 stopnia, mają mi amputować pośladki. I chociaż od ciągłych upadków, moje kolana zginają się już w drugą stronę, to od strasznie, ale to strasznie dawna, nie bawiłem się tak dobrze. Miałem wszystko i wszystkich w dupie, byłem królem stoku i za każdym razem, kiedy tylko się zmęczyłem – zwyczajnie sobie siadałem! No a buty… ach co to były za BUTY. Można by w nich zatańczyć balet, a potem zdobyć koronę ziemi, a to wszystko bez żadnego uczucia dyskomfortu czy zmęczenia, jaki towarzyszy, takim na przykład – butom narciarskim.

Mimo to wiem, że snowboard to nie sport dla mnie. Jest to sport, w którym znajdujesz to co nieosiągalne na nartach. Masz jednak świadomość, że jesteś zdany wyłącznie na łaskę stoku i tej popieprzonej deski. Próbujesz się co prawda postawić i wywalczyć sobie kontrolę, ale szybko godzisz się z faktem, że to bez sensu. Pozwalasz sobie po prostu na… flow. W nartach to ja jestem Panem i Władcą i to ja mówię co robimy, jak robimy, jak szybko i  jak niebezpiecznie. To trochę jak ujeżdżanie narowistego konia. Na snowboardzie starasz się ujeździć… diabła tasmańskiego.

Wiem jednak, że spróbuję ponownie, może nie jakoś niedługo, może nawet nie w tym dziesięcioleciu. Ale przyjdzie kiedyś taka chwila, że znowu wezwie mnie zew snowboardzisty. A kiedy Volfiego wzywa zew, to nie da się go powstrzymać. Wtedy pozostaje, po prostu flow

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

Reklamy

14 thoughts on “Volfee vs Snowboard

  1. Nie powiem, post mnie rozbawił, śmiałem się w głos!
    Smutne jest to, że wszystkim snowboardzistom przypina się taką samą etykietkę – szalony bezmózg, który w końcu zabije siebie i prawdopodobnie kogoś innego.
    Osobiście jestem początkującym snowboarderem, jeździłem z 2-3 sezony a przez ostatnie 5 tylko marzyłem o szaleństwie w białym puchu.
    Nie powiem jara mnie to… szybkość, gracja z jaka poruszają się snowboardziści i ten dreszczyk emocji. Ale te noże w plecy wbijane przez narciarzy utrudniają fun.
    Anyway, nart próbowałem raz w życiu, na oślej łączce i powiedziałem, że to się nigdy nie powtórzy, nie dla tego że jestem wierny snowboardowi, sam chciałem spróbować nart i zobaczyć czy to dla mnie, a dla tego, że mimo prawie płaskiej powierzchni, mało brakowało abym już z niej nie wstał.
    No cóż już za dwa tygodnie w końcu przypomnę sobie jak to jest, po pięciu latach jadę na snowboard, mam nadzieję, że mentalność się już zmieniła i narciarze ze snowboardzistami żyją w choć przystępnej zgodzie 🙂
    Pozdrawiam
    G.

  2. Niezły tekst, poza jednym słówkiem w 10. zdaniu. Proszę wybaczyć „smrodek dydaktyczny”, ale albo się jest językoznawcą, albo nie …. Poza tym to kwestia estetyczna.

    • zaj…, Volfee; okropne słowo, powszechnie używane przez młodych ludzi ku rozpaczy starych miłośników polszczyzny ….

  3. Ja wolę narty, ale z tej prostej przyczyny, że na snowboardzie jakoś nie potrafię się nauczyć jeździć… A moja siostra jest instruktorem jazdy na snowboardzie, więc jeśli będziesz kiedyś w okolicach Zakopanego to zapraszam 😉 Żałuję, że tej zimy nie udało mi się znaleźć czasu, żeby pojeździć, chociaż stok mam obok nosa ;/

  4. Snowboard, moje skrywane głęboko pragnienie 🙂 Uważam, że jazda na nartach jest super, człowiek ma kontrolę nad tym co robi – przynajmniej teoretycznie 😉 Tylko te buty…Ciężko usiąść, trudniej wstać 🙂 Mój ośmioletni narciarz od dwóch lat pojękuje coś o snowboardzie, ale ponieważ ma skłonności kaskaderskie, na ogół się nie boi, to póki co skazany jest na narty, bo jak sam stwierdziłeś powyżej: „Na snowboardzie starasz się ujeździć… diabła tasmańskiego.”
    Pozdrawiam

  5. Pingback: Volfee próbuje: Snowboard | Dom z marzeń

  6. Łomatko….ale po co dorabiac do tego jakas potworna teorie?
    Ja w zyciu po raz pierwszy (nie majac nigdy na nogach nart ani nic podobnego) na deske wlazlam w wieku lat 30.
    ZYJE. Podoba mi sie i doszlam do poziomu, ze moge zjechac z najtrudniejszego zbocza (double diamonds), chociaz niech szlag trafi cholerne muldy robione przez narciazy (deska sie miedzy nimi nie miesci).

    Buty rzeczywiscie – przynajmniej jak sie ma wiazania strippings – sa na tyle miekkie ze mozna z palcem w tylku prowadzic samochod. To jest fajne.
    Ze jestes zdany tylko i wylacznie na „łaskę stoku i deski”? No joke. A na nartach to co???? Moj najwiekszy koszmar to jakby mi sie nogi rozjechaly….
    A na desce to juz mialam loty w wszystkich kierunkach swiata. I jakos zyje bez zlamania nogi 🙂
    Kostke sobie skrecilam kiedy przy wysiadaniu z wyciagu jakies dziecko wjechalo we mnie i podbilo mi deske, ktora wywinela luk o 180 stopni. Samej nigdy mi sie to nie zdarzylo. Raz zarobilam tzw. „skier’s thumb” – kiedy jechalam z predkoscia dosc spora wawozem w sniegu po pas poczem (w sniezycy, widocznosc prawie zero) wpadlam na wygrumowane zbocze a roznica poziomu byla 2 metry.. odruchowo wyciagnelam lapy do tylu no i wyszlo jak wyszlo…
    Jak sie nauczysz (a to sa podstawy) hamowac w dowolnym momencie gdziekolwiek – kontrolujesz swoja jazde. I tyle. Dopoki jezdzisz w kasku i nie zabierasz sie za jumps (po barierkach czy z podjazdu) to wlasciwie prawdopoobienstwo powazniejszego zranienia jest niewielkie.
    Kiepsko jest jak musisz zalapac sie na wyciag orczykowy – trudno jest. Podobnie jak jestes w Alpach i masz np. ze 2 km plaskiego. Ale tutaj przydaja sie kijki…

    Ale i tak nic nie zastapi jazdy po glebokim sniegu. Nawet ze zwykla deska all terrain sie da, spoko 🙂 A co dopiero z taka do powder :)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s