Jak spędzisz ostatni dzień na Ziemi?

Jutro kataklizm, kończy się świat. Ty stajesz przed wyborem – możesz spędzić dzień w dowolnym miejscu na świecie, nie ma żadnych ograniczeń. Co wybierasz?

Sensem tego pytania, nie jest to, gdzie spędziłbyś dzień.Tylko, czy spędziłbyś go w sprawdzonym miejscu, które doskonale już znasz,  a może wolałbyś wybrać się tam, gdzie cię jeszcze nie było.

Większość z nas odpowiedziałoby oczywiście, że chce spędzić ten dzień w domu z rodziną, z osobami które lubi lub kocha. Lubimy przywiązywać się do rzeczy i ludzi. A zresztą, przecież jest to już coś co znamy i lubimy, to po co więc to zmieniać? Lepsze jest wrogiem dobrego. No i w końcu to ostatni dzień na ziemi, więc głupotą byłoby zmarnować go na coś, co może okazać się kompletną klapą. Prawda?

Ano… podróżnik nigdy nie odpowiedziałby w ten sposób. Jego umysł jest zbyt ciekaw świata. A w konieczności podjęcia takiej decyzji, nie zdecydowałby się na miejsce, które już odwiedził, ani na powtórzenie sytuacji, w której już był. Chociaż miał by zmarnować ten ostatni dzień na ziemi, błądząc po najbrzydszym miejscu świata. To i tak zdecydowałby się na coś nowego. Bo gdyby zrobił odwrotnie, to spędziłby cały dzień (a może i całą wieczność), zastanawiając się, co by się stało, gdyby jednak pojechał. Kogo by tam poznał, co zobaczył, czego spróbował. Umysłu podróżnika nie da się spętać łańcuchami tego, co już znane i sprawdzone. Prawdziwy podróżnik nie zapuszcza korzeni.

Jeśli chodzi o mnie, to ostatnio dzień spędziłbym w Nowej Zelandii, bo faktycznie dalej się już nie da. A ty?

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

Reklamy

17 thoughts on “Jak spędzisz ostatni dzień na Ziemi?

  1. Gdyby to miał być nasz ostatni dzień na Ziemi to ja jednak wybieram dom, zapraszam rodzinę i przyjaciół, na stół wykładam całą zawartość piwniczki, bo jak pić i umierać to tylko w dobrym towarzystwie

  2. Prawdopodobnie rzeczywiście spędziłbym ten dzień z rodziną, ale gdyby pomyśleć trochę abstrakcyjnie, to wiedząc, ze nadchodzi kataklizm poszukałbym schronienia w górach w jakiejś jaskini 🙂 Lubię górskie wędrówki, w końcu mieszkam w Tatrach, a przy okazji mogłoby się okazać, że wysoko w górach w jaskiniach chronionych przed warunkami zewnętrznymi itp. ludzie mogliby przeżyć kataklizm jak w bunkrach 🙂
    Tak więc w ostatni dzień na Ziemi spakowałbym do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy konieczne do przetrwania i wyruszyłbym w głąb Ziemi poszukując ratunku, lub śmierci.

  3. Odpowiedź będzie pewnie kontrowersyjna, ale ja bym się udał do Japonii do jednego (lub kilku) tamtejszych tzw. „love hotels”, czyli hoteli na godziny, służących do uprawiania seksu. Zaznaczam od razu, że te przybytki nie są domami publicznymi tylko miejscami, gdzie Japończycy – mieszkający wszak w domach z papieru ryżowego – mogą zabrać żonę na namiętny wieczór. Słyszałem, że przybytki te są czasem naprawdę pomysłowe – np. pokoje urządzone są jak klasy w szkole albo jak wagony pociągu z XIX wieku itp. etc. Tak, oczywiście, wszystko to ostatecznie sprowadza się do tego, że ostatni dzień na Ziemi poświęciłbym najprzyjemniejszej czynności pod słońcem… :o)

  4. Mój sposób na ostatni dzień świata … miło spędzam czas z ludźmi bliskimi nie martwiąc się, że rano trzeba wstać, wcześniej odgruzować kuchnię, by zrobić śniadanie, że materac się niszczy, gdy Szymek po nim skacze, że chipsy zawierają za dużo E, że zbyt długie sesje „z TV” źle wpływają na młodego człowieka i … . Taki dzień bez lęku o jutro!

  5. markustarosto, zgadzam się z Tobą w 100%. Tylko żeby w tak przyjemny sposób spędzać ten czas, nie musiałabym przemieszczać się aż tak daleko… A gdzie by miało się to dziać? Na pewno jest gdzieś w Stanach, w jakimś muzeum na poboczu drogi międzystanowej „zabytek” pt. Największe łóżko świata…

  6. emmatko, z Tobą zgadzam się także, bo ze swoim synkiem z wielką przyjemnością wybrałabym się na najlepsze weneckie lody, jakie kiedykolwiek jadłam, których teraz broń boże bym mu nie dała ze względu na młody wiek i ryzyko próchnicy…

  7. Faktycznie, NZ zapowiada sie kuszaco, ale 21 grudnia bedziemy jeszcze pewnie w Australii 🙂
    Okolice Krabi w Tajlandii, a zwlaszcza plaze Railay, to przepiekne miejsce no i klimat nie przygnebia – jest tu goraco, slonecznie, czysta woda, piasek, skaly…

    Wkrotce zdjecia 😉 Pozdrawiam!

    Adam

  8. Wybrałbym się na jedną z plaż Ameryki południowej, by oddać się „najprzyjemniejszej czynności na świecie”. Później -paląc papierosa- czekałbym na ostatni zachód słońca.

    Ciekawe pytanie. Z jednej strony koniec świata, a z drugiej niewyobrażalna możliwość znalezienia się w wymarzonym miejscu…

  9. Geograficznie Pitcairn. Jest dalej niż Nowa Zelandia. Społecznie, zabrałbym tam rodzinkę. Kto wie, może akurat tam kataklizm nie zawita… Jak to rzekli u Tolkiena, zawsze jest jakaś nadzieja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s