Prawdziwy podróżnik pije tylko Yerba Mate

Jeśli nie urwaliście się z księżyca to z pewnością słyszeliście o słynnym napoju Yerba Mate. Wademekum na wszelkie dolegliwości, otyłość i złe samopoczucie. Co więcej pijąc yerbę, stajesz się światowcem i podróżnikiem jakich na tym świecie mało.

– Volfee piłeś kiedyś jerbę? – zapytała Patrycja. To była mroźna zima, a Volfee postanowił, że nie spędzi tego weekendu w swoim rodzinnym mieście. Postanowił więc wprosić się, do swojej starej znajomej z Wrocławia.
– To jakaś bałkańska wódka? – odparł.
– Nie przychlaście… Yerba Mate. Taka herbatka z Ameryki Południowej. Co z ciebie za podróżnik jak nie słyszałeś o Yerbie?
– No dobra, wiem o co ci chodzi. Cejrowski to pije, cały czas w tych swoich bzdurnych programach. Pawlikowska chyba też o tym ciągle mówi w Radiu Zet. To jakiś ich nowy rodzinny biznes, prawda?
– Boshe… oni już nie są razem… od dawna. Volfee czy ty w ogóle żyjesz na tym samym świecie co ja?
– Nie za bardzo. No to co z tą Yerbą? – zaciekawił się.
– A no… świetna jest, wiesz? Pobudza lepiej niż kawa i podobno szybko się po niej chudnie. – odparła pełna ekscytacji – Chcesz spróbować? Przyszła do mnie akurat paczka, którą sobie zamówiłam.
– A będę mieć po niej takie pięty jak Cejrowski?
– Nie głupolu. Chodź. Zaparzę ci.

– O matko, co ty tego tyle sypiesz! Chcesz mnie zabić?
– Cicho bądź, tego się tyle sypie, bo można zalewać kilka razy – odparła, mierząc temperaturę zagotowanej wody, kuchennym termometrem. Volfee zdecydował się już nie pytać, po co to robi.
– No, i teraz zalewasz to wodą, ale jeszcze tego nie pijesz, bo pierwsze zalanie jest dla świętego Tomasza, pa…
– Świętego Tomasza, powiadasz?
– Boshe… Volfee, możesz już siedzieć cicho? Pierwsze zalanie wsiąka w fusy, wiec nie zostaje nic do picia.

Po kilku minutach, Pati zalała ziółka ponownie.

– No, i teraz można już pić. Tylko pierwsze parzenie nie jest zbyt smaczne. – oznajmiła, obserwując Volfiego wypluwającego do zlewu, pociągniętego właśnie łyka, magicznego napoju.
– Na Boga! Chcesz mnie otruć kobieto? Co cholera jest? Wywar z popielniczki? – odparł ciągle się krztusząc.
– Oj, no przecież mówię, że pierwsze parzenie jest kiepskie. Najlepsze jest trzecie parzenie!

Nie było.

– Musisz się przyzwyczaić do smaku Volfee, piwo też ci z początku nie smakowało, prawda? – dodała później na znak pokoju.
– Mylisz się Pati, nie muszę. A jak masz piwo to daj, muszę czymś, po tym przepłukać usta.

W przeciwieństwie do różnych prawdziwych podróżników, nie jestem w stanie, wypić Yerba Mate z przyjemnością. Nie mam też pojęcia, skąd wzięło się przeświadczenie o jej wspaniałym i niepowtarzalnym smaku. Kilka razy w życiu miałem w ustach papierosa i odnoszę wrażenie, że Yerba i Tytoń to zioła pochodzące z dokładnie tej samej rodziny chwastów.

Jednak napój, jest wystarczająco mało znany i dostępny, by nie pił go każdy kmiotek i wystarczająco niesmaczny, by nie pił go nikt posiadający gram zdrowego rozsądku. Idealny napój dla ludzi światowych.

A gdybym jednak się przyzwyczaił do niedobrego smaku, to może mógłbym to pić?

Reklamy

14 thoughts on “Prawdziwy podróżnik pije tylko Yerba Mate

  1. Mój Dziadek ma dobry tekst, który odnosi się w zasadzie do wszystkiego:
    „Najgorsze jest pierwsze piętnaście lat”.

    W sumie – zainspirowałeś mnie. Może też coś napiszę o jerbie 🙂

    Pozdrawiam
    Redaktor Igor

  2. Mate należy do szlachetnej grupy napojów o gorzkim smaku, właśnie jak piwo, kawa i mocne herbaty. Ja takie rzeczy lubię. Szczególnie, że jest to używka. Zażywaniu każdej dobrej używki towarzyszy rytuał. I rytuał w mate jest genialny – to całe wielokrotne zalewanie, te bombille itd. to po prostu rewelacja.

    Niestety, jako osobie z nadciśnieniem, ciężko już uzależnionej od kawy, nie mogę sobie pozwolić jeszcze na matę. Piłem parę razy i to tak nakręca, że człowieka aż nosi.

  3. Oryginalnej yerby nie piłem, kilka razy skusiłem się na handlowe (a więc złagodzone) mieszanki. Może i są smakowo ciekawe, ale wyłącznie dla wielbicieli zielonej herbaty, do których nie należę. Wiele lat temu, od znajomej z RPA dostałem natomiast rooi tee czyli jak kto woli bardziej zrozumiale rooibos tea. Pyszna. I chyba bardziej neutralna w działaniu niż nasze rodzime napary (stokrotka, rumianek, malina czy pokrzywa).

  4. Moja ulubiona to Cruz de Malta. Dla wytrawnych pijących, bo jest cierpka, smakuje jak nalewka z gałązek i patyczków. Tu chodzi jednak o rytuał, jak w każdym nałogu. Myślę, że wielu palaczy nie zdaje sobie z tego sprawy, że w sumie palenie to głównie przykładanie papierosa do ust, wdychanie i wydychanie dymu. Równie dobrze mogliby palić zakręcone w papier siano. Nawyk poruszania ręką, kreślenia hieroglifów w powietrzu papierosem. Chociaż ja akurat smak mate poza wszystkim lubię, tollcall

  5. Częściowo i niejako w odpowiedzi tollcall. Rytuał ma sens kiedy efektem działania jest coś wręcz nieziemskiego w doznaniach. Niestety obecnie zapalenie dobrego papierosa, zaparzenie aromatycznej herbaty, a zwłaszcza kawy pachnącej w całym domu staje się czymś niewykonalnym w Polsce. Staliśmy się niewolnikami produktów rynkowych. Kilka dni temu zapaliłem zwykłe marlboro kupione w Wiedniu. W kawiarni wypiłem ichnią kawę. I poczułem jak ktoś nas robi w bambusa – tu między Bugiem a Odrą.

  6. Co do smaku, to yerba – yerbie nie równa. Dobrze wpływa na moje pobudzenie. Dla mnie jako osoby nie lubiącej kawy, jest to jedyna sensowna alternatywa. I ten rytuał picia yerby… pokochałam go po pobycie w Brazylii i zaopatrzeniu się we wszelkie tykwy i bombille przez które tutaj traci się majątek….

  7. Pół korporacji pije jerbę. Organizują sobie nawet dostawy, Bóg wie jakich gatunków, z Bóg wie jakich kontynentów. Przy każdej dostawie przekonują mnie, że „to jest coś”. No i za każdym razem piję. Nadal nie lubię. Dobra kawa tak, takież piwo również tak, burbon owszem- jak najbardziej, nawet w przepalankę sąsiada wchodzę w ciemno. Jerbie wciąż mówię nie. Choć pije ją pół korporacji. Albo i więcej.

  8. Ja piję yerbę od lat i od początku mi zasmakowała. Po prostu lubię takie cierpkie smaki 😉 Piję ją zamiast kawy, również w pracy. Ale wiem, że nie każdemu może smakować. Większość moich znajomych po posmakowaniu stwierdziło, że to ohydztwo.

    Ps. Tekst z piętami Cejrowskiego genialny 😉

  9. Yerba faktycznie może odrzucić. Jej wygląd błota i smak są szokujące za pierwszym razem. Od jakiegoś czasu nie parzę jej w tradycyjny sposób i pijam z dodatkiem mleka sojowego i bardziej mi smakuje. W dodatku przecedzam, bo nie lubię, fusów. Fakt, że daje kopa.

  10. Super tekst! Volfee ma dystans do siebie i poczucie humoru!
    Doprawdy, żeby być światowcem niekoniecznie trzeba pić Yerbę. Pijałem ja kiedyś, gdy znana była tylko z książki Cortazara. Teraz wolę kawę, ale nie jestem tak „radykalny”, żeby Yerbę posądzać o powinowadztwo z tytoniem 🙂

  11. Postanowiłam dodać coś od siebie. Faktycznie pierwsze spotkanie z yerba zaliczam do nieudanych, ale po czasie, gdy przemiły starszy pan w sklepie z herbatami polecił mi yerba IQ z jakimiś owocowymi dodatkami piję ją zamiennie z kawą (a kawę kocham, wielbię, i jeszcze raz kocham). Warto spróbować jeszcze raz! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s