Dlaczego nie czytam przewodników?

Każda wyprawa zaczyna się najczęściej, od zakupu przewodnika turystycznego po danym regionie. U mnie wygląda to zwykle tak, że przewodnik dostaję od znajomych albo rodziny. Czasami go nawet przekartkowuję. Zwykle kończy jednak jako zbędny balast w moim plecaku. Istnieją lepsze metody pozyskiwania informacji i dzisiaj sobie o nich opowiemy.

Nie oszukujmy się, przewodniki nie są bezużyteczne. Jeśli o regionie, do którego się wybieramy nie wiemy nic, to jest to doskonały sposób, by dowiedzieć się cokolwiek. No ale właśnie – przewodniki zwykle oferują cokolwiek. Znajdziemy w nich najczęściej główne atrakcje pełne turystów, najdroższe restauracje i „zaufane” hotele. Wszystko pięknie, tylko że dzienny budżet piszących te porady, jest zwykle wyższy niż twój tygodniowy. A to, co jest obskurne dla autora, dla ciebie – podróżnika – może być w zupełności wystarczającym standardem. W końcu i tak najprawdopodobniej będziesz tam spędzał noc.

Ja o wiele chętniej niż po książki, sięgam do dwóch największych aktywów współczesnego podróżnika. Pierwsze z nich to oczywiście – Internet. Wspaniałe i niezastąpione źródło informacji. Trzeba oczywiście umieć podchodzić do tej informacji jak do gniazda troli – z dystansem i ostrożnością. Nigdzie nie znajdziemy jednak bardziej aktualnych informacji, nigdzie nie znajdziemy bardziej subiektywnych recenzji, no i nikt w Internecie, nie owija w bawełnę. Jak coś się komuś nie podoba to da temu wyraz – bez skrupułów.

W Internecie sięgam też po inne wspaniałe źródło informacji – couchsurfing. Dla tych co nie wiedzą, Couchsurfing to ten portal, gdzie można za darmo spać u kogoś w domu (napisze na jego temat jeszcze kiedyś). W każdym bądź razie, oprócz szukania tam noclegu, zawsze staram się znaleźć jakąś dobrą duszę, która byłaby gotowa oprowadzić mnie po swoim mieście, zjeść ze mną obiad albo chociaż dać kilka wskazówek. Ci ludzie posiadają często zdumiewającą wiedzę na temat swojego miasta, bo zapraszając do siebie gości, często przygotowują się, by dać im jakieś wskazówki. Wykorzystaj to!

Drugim twoim największym aktywem (o czym już zresztą pisałem), jest twoja zdolność komunikacji. O to gdzie zjeść, pytaj się ludzi spotkanych na ulicy. O to co zobaczyć, pytaj obsługę hotelu/hostelu/kempingu, w którym nocujesz oraz koniecznie podróżników, których tam spotkasz. To od nich dowiesz się co jest warte swojej ceny, a na czym lepiej oszczędzić. Dowiesz czym podróżować, co jeść i na które miejsca uważać. Oni, tak jak ty, posiadają ograniczony budżet i to ich wskazówki powinieneś uznawać za najcenniejsze.

Planowanie wyprawy w domu, ma swoje zalety, zabija jednak cały „suspens”. Nie ma chyba nic fajniejszego, niż pojechać w jakieś niepozornie wyglądające miejsce i zostać całkowicie zaskoczony jego atrakcyjnością. Miałem tak na przykład w Seulu, który był dla nas miejscem przesiadkowym do dalszej podróży. Zdecydowaliśmy się jednak, zostać tam kilka dni. Ogrom atrakcji tego miejsca, powalił nas na kolana do tego stopnia, iż stwierdziliśmy, że trzeba tam jeszcze kiedyś wrócić. Tym razem na trochę dłużej. Planowanie podróży w domu jest dobre, o ile nie tworzysz sobie sztywnego planu wyjazdu, a wypisujesz sobie jedynie najważniejsze informacje o danym miejscu. Plan, który możesz natychmiastowo dostosować do aktualnej sytuacji, jest planem doskonałym (lub też utopijnym ;)).

Tak więc, zamiast wydawać kilkadziesiąt złotych na przewodnik, który często zawiera więcej zdjęć, niż przydatnych informacji (zdjęć miejsc, które notabene i tak zobaczysz, więc tylko psujesz sobie efekt zaskoczenia 😉 ), kup sobie lepiej jakiś porządny obiad. Wyjdzie taniej i smaczniej, bo w przypadku porad podróżniczych – drożej, wcale nie oznacza lepiej.

Reklamy

8 thoughts on “Dlaczego nie czytam przewodników?

  1. Od razu po przeczytaniu zamarzyła mi się jakaś podróż w nieznane, bez przewodników, bez zbędnego bagażu.
    Czerpanie przyjemności z odkrywania nieodkrytego 🙂

  2. Nie całkiem się zgadzam, ale z drugiej strony dostosowywanie wyprawy do tego, co napisane w przewodniku, to brak wyobraźni i zubożenie doznań…

  3. Pingback: Moi przyjaciele « Toll Call

  4. Nigdy nie kupowałam kartkowych przewodników. Wędrowałam po miastach, podmiastach i zamiastach z napotkamymi domorosłymi przewodnikami. Zdarzało mi się jednak później dostawać przewodnik w prezencie. Nigdy jednak nie znajdywałam w nim odzwierciedlenia tego, co zobaczyłam, tollcall

  5. No cóż… zgadzam się z Wilkiem-Podróznikiem jak i z komentatorami. Internet, a zwłaszcza różne fora to niezastąpione informacje, jednak trzeba też mieć tzw. „nosa”, aby nie wpuścić się w coś niemiłego.

  6. Często przed wyjazdem drukuję sobie własny przewodnik w oparciu o informacje wyszperane w sieci 🙂 Jednak co dobra mapa to dobra mapa, na tym elemencie wyposażenia nie ma co oszczędzać.

  7. Zgadzam się z przedmówcą dobra mapa nie zastąpi wbudowanego GPSa w każdego smartfona (który jest bardzo przydatny swoją drogą żeby wstępnie zlokalizować siebie w przestrzeni), sam jak na razie nie mam wielkiego dorobku podróżniczego i wstępne informacje o miejscu gdzie się wybieram znajduje w przewodnikach a to z tego względu, że są tam zgromadzone te ważne i najważniejsze miejsca których ominąć nie można :), a w internecie będąc nieświadomy można pominąć naprawdę ciekawe elementy ukryte w zakamarkach nieznanego … a przyznaję rację jak coś samemu się znalazło bez wiedzy o tym była to niezmiernie większa przyjemność :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s