Afryka nie chce twojej pomocy

„Przekaż pieniądze na budowę szkół w Afryce”, „Oddaj swoje stare ubrania dzieciom z Kambodży” – ile razy już to słyszałeś. Ciekawe czy zdajesz sobie sprawę, że takie akcje charytatywne wyrządzają zwykle więcej szkody, niż pożytku.

Kiedy Volfee był jeszcze młody i głupi, a najdalszym miejscem, które odwiedził, była Chorwacja, przyszła mu do głowy myśl. Myśl nie byle jaka. Zapragnął zostać wolontariuszem! Ale wiecie, nie takim zwykłym wolontariuszem, o nie! Volfee chciał pojechać do czarnej Afryki, a tam budować szkoły dla głodnych afrykańskich dzieci, uczyć ich angielskiego i opowiadać jakim wspaniałym dobrem narodowym jest demokracja.

Volfee był białym, dobrze wyedukowanym młodzieńcem z miasta, pochodzącym z dobrej rodziny. W swoim życiu, przepracował może z 15 minut (jeśli za pracę uznać odkurzanie własnego pokoju). Jednym słowem, idealnie nadawał się na wolontariusza i wiedział o tym doskonale! Na szczęście, kiedy rodzice Volfiego dowiedzieli się o tym pomyśle, szybko wybili mu go z głowy.

year_1

Lokalni nauczyciele są tak samo dobrzy, jak wolontariusze.

I chociaż nie żałuję, że wtedy nie pojechałem na wolontariat do Afryki, to cały czas w głowie rysuje mi się całkiem przyjemna wizja. Pojechać do kraju trzeciego świata, pracować tam z ubogimi dziećmi, uczyć ich, poznawać ludzi, pracować dla lepszego jutra. Wizja tyleż piękna, co… idiotyczna.

Widzicie, jeśli przyjrzeć się dokładniej temu, jak obecnie wygląda pomoc humanitarna dla ubogich krajów, bardzo szybko przychodzi na myśl prosty wniosek – to całkiem niezły biznes.

W Ameryce bycie wolontariuszem stało się już tak popularne, że powstają specjalne firmy zajmujące się organizacją wolontariatów. A raczej wakacji z wolontariatem, bo za wyjazd należy firmie zapłacić. W zamian otrzymujemy wyżywienie i zakwaterowanie, oraz stadko wygłodzonych dzieci do nakarmienia. Ewentualnie deski i narzędzia do budowy szpitala i szkoły. Do wyboru do koloru. Cena wyjazdu to około 8 tys. złotych, w zamian za 8 tygodniowy pobyt. I wcale nie wlicza się w to lotów, czy wycieczek na miejscu.

Dobra, odważę się i zadam to pytanie: Czy tylko mnie wydaje się, że płacenie za możliwość udzielenia „bezinteresownej pomocy”, jest co najmniej dziwne? No cóż… najwyraźniej większość ludzi nie podziela mojego zdania, bo firmy trzepią na tym grubą kasę.

No ale co, jak wolontariuszy jest więcej niż ich w rzeczywistości potrzeba? Jest rada i na to. Jak brakuje biednych sierot w sierocińcach, to porywa się dzieci od rodziców, albo wręcz kupuje się je! Nie wierzycie? Badania przeprowadzone w Ghanie pokazały, że 90% przebywających w sierocińcach dzieci, posiada co najmniej jednego rodzica. Nie wiem dlaczego jeszcze mnie to dziwi. W końcu popyt zawsze rodzi podaż.

Mexico_Bock_Conni_2005

Budowa domów

Budowa szkół i wysyłanie ubrań lub żywności, wydaje się być lepszą alternatywą. W krótkiej perspektywie czasowej, brzmi to świetnie – mniej głodnych dzieci, lepsza edukacja, a co za tym idzie, rozwój gospodarczy i poprawa jakości życia. Nic bardziej mylnego. Kiedy spojrzymy na to od ekonomicznej strony, to takie działania stają się irracjonalne.

Wysyłając darmowe ubrania i żywność niszczymy lokalny przemysł. W jaki sposób lokalne firmy odzieżowe, czy lokalni rolnicy, mają konkurować z zalewem darmowych darów? To oczywiste, że ludzie nie będą kupować nic od nich, jeżeli mogą skorzystać z tańszej opcji. Zabija to przemysł, zwiększa bezrobocie, uzależnia ludzi od pomocy. Standardowy schemat ryby zamiast wędki.

Żeby nie było. Nie jestem wcale przeciwnikiem pomocy humanitarnej na najbiedniejszych. O ile działania, są działaniami długoterminowymi. Akcje typu wybudujmy 1000 studni dla Afryki nie mają sensu, jeżeli po wybudowaniu takiej studni, nie będzie nikogo, kto by je potem konserwował. W innym wypadku, pożytek z takiej studni, będą miały co najwyżej ameby.

Dlatego właśnie decydując się na przekazanie datków organizacji charytatywnej, zastanów się, czy efekty działania tej organizacji nie są krótkie i jednorazowe. Pomyśl też, czy pomagasz, bo faktycznie chcesz pomóc, czy może tylko poczuć się lepiej…

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

Zobacz też: 5 rzek, w których nie chciałbyś pływać

Reklamy

29 thoughts on “Afryka nie chce twojej pomocy

  1. Dlatego jeśli o mnie chodzi, to wolę akcje charytatywne skierowane do naszych dzieci. WOŚP, Caritas itp. Dobre są też „stypendia” czy coś w tym stylu, gdzie wspomaga się uzdolnione dzieci. Albo dofinansowania do projektów, choć te akurat stwarzają duże pole do oszustów. Mimo wszystko gdyby akcja wybudujmy 1000 studni dla Afryki była przeprowadzona w ten sposób, by to właśnie Afrykańczycy mieli zatrudnienie przy budowie, oni mieli się zajmować utrzymywaniem dobrego stanu tych studni i od nich zależałoby czy dostaną na to pieniądze, czy nie, wtedy taka akcja miałaby jak najbardziej sens.

  2. Nigdy nie spotkałam się z takimi opiniami, ale z pewnością warto zastanowić się, zanim przekaże się pieniądze na podobne cele. Z drugiej strony- firma sprzedająca wodę tworzy projekt wybudowania studni. Aby na tym zarobić, to smutne.

  3. Zgadzam się z Versusem. Dajemy jak szaleńcy wszystko do Afryki, zapominając przy tym, że dzieci głodują i w Polsce. Wyeliminujmy problemy u siebie, potem zacznijmy działać dla innych.
    Możemy podsyłać im jakieś trudno dostępne materiały. Masz jednak rację, że nie możemy robić wszystkiego za nich, gdyż tracą na tym lokalne firmy. Firmy, które też z czegoś muszą się utrzymać. Gdy plajtują, ludzie zostają bez pracy i zwiększa się bieda.

  4. dodajmy ze w warunkach afrykanskich 95% pomocy finansowej i rzeczowej zostaje zrabowanych przez lokalnych mniejszych lub wiekszych kacykow. Owa pomoc sluzy im do utrwalania i umacniania wlasnej bandyckiej dominacji. Znany casus Live Aid ktore wydatnie pomoglo Mengystu Hajle Marjam – komunistycznemu zbrodniarzowi odpowiedzialnemu za smierc 1.5 miliona ludzi utrzymac sie przy wladzy.

  5. Zgadzam sie z autorem.
    chcialbym jeszcze dodac.ze gdyby kraje rozwiniete czyli bandyckie nie kradly ropy.surowcow itp. Afryka nie potrzebowala by zadnej pomocy. Jak to jest mozliwe ze kraj.afrykanski. ktory dostarcza 60% surowcow potrzebnych do budowy telefon jest biedny i mamy tam do czynienia z niwolnictwem. Firmy jsk nokia itp wiedza o tym.nic z tym nie robia.zysk ponad wsxystko. Jakiego rodzaju kreatury siedza w zazadach tych firm.

  6. Volfee, masz rację. Datki w stylu zużytego sprzętu elektronicznego zaśmiecają ten piękny kontynent. Wielcy znaleźli sobie „wysypisko” i pod nazwą „pomoc” pięknie wykorzystują najbiedniejszych.
    Swoją drogą myślałem i czasem jeszcze myślę o takim wyjezdzie. Kiedyś poznałem misjonarza, który zachęcał kolegów i mnie, żebyśmy przyjechali do Warszawy na spotkanie i kursy. Za udzielanie pomocy z ramienia kościoła również trzeba zapłacić. Jednak w tym wypadku nie chodzi o zarobek, a jedynie o pokrycie kosztów podróży. Na które w dodatku trzeba samemu zarobić (potrzeba udokumentowania)
    Dylemat ryba czy wędka zawsze będzie aktualny i nikt tego nie zmieni. Ludzie podając rybę wyrządzają ogromną szkodę. I tak np. jak wytłumaczyć starszej babci, że robi źle, kiedy z serca płynie dobroć?

  7. Pingback: Volfee zadaje pytanie – ryba czy wędka? | Katon Najmłodszy

  8. Ciekawe. Słyszałem już o tym wcześniej i faktycznie – Zachód działa niezdarnie w kwestii pomocy dla Afryki. Znacznie lepszy efekt daje po prostu inwestowanie w duchu kapitalizmu, tak jak Chińczycy to robią. Tworzy to miejsca pracy i pomaga długofalowo. Ale skoro piszesz „czy efekty działania tej organizacji nie są krótkie i jednorazowe” może warto byłoby wskazać na co dokładnie patrzeć i jak oceniać skuteczność danej fundacji? Autorowi przyszło tu coś do głowy bo przyznam, że ja jestem w kropce. Największy pożytek byłby gdyby Zachód zniósł bariery handlowe dla żywności z Aryki – mogliby się rozwijać naturalnie a my mielibyśmy „ekologiczną” żywność.

  9. I właśnie tu rodzi się pytanie: dlaczego tak chętnie chcemy pomagać gdzie indziej a nie u siebie. Czyż u nas nie osób, które potrzebują naszej pomocy?

    A poza tym ile środków finansowych z tych wszystkich akcji, faktycznie trafia Afryki? Zapewne niewielka część.

  10. Pełna zgoda. Wydęte głodem brzuszki ślcznych dzieci z dużymi oczami, to tabloizacja pomocy dla Afryki. Wystarczy rzucić okiem na mapę i zobaczyć, jak ciężko jest pomagać bez infrastruktury drogowej. Ileż można, spektakularnie, zrzucać skrzyń z foodem w na spadochronach. Cała nadzieja …..w Chińczykach. Są wszędzie – w Afryce Srodkowej i w jej poludniowych częściach. Za 50 lat wizy do dzisiaj mniej rozwiniętych krajów będzie wydawać Pekin. Chiny pomagają infrastrukturalnie przesiedlając swoich expatów na zawsze, a nie na 5 dni i weekend w Londynie z rodzinką. Europa i USA już dzisiaj są traktowani tylko jako skarbiec na szybkie wydatki lokalnych rządów i wdzięczność za to nie przetrwa nawet jednego pokolenia.

  11. Ustawicznie bojkotuję akcje charytatywne – obce, bo u nas wcale się dobrze nie dzieje (a nasi politycy ciągle chcą komuś pomóc, byle nie własnym obywatelom), a nasze, bo w końcu żyjemy w państwie opiekuńczym i płacę już niebagatelne sumy na rzeczy, których nie używam, a nasi politycy … patrz wyżej. W kazdym razie na ubezpieczenie zdrowotne płacę, a leczę się prywatnie – jeśli kto chce, niech skorzysta.

  12. jestem tego samego zdania że pomóc krajom afryki wyrządza więcej szkody niż pożytku, nie licząc tego że rządy namibi itp czerpią spore profity dzięki pomocy europy

  13. Czerpanie profitów z „pomocy” przez afrykańskich kacyków, to jedno. Uniemożliwianie rozwoju własnych gospodarek, to drugie. Ale nie bez znaczenia jest też bezkarne utrwalanie się nieróbstwa Afrykańczyków, szczególnie mężczyzn. Znane jest pewnego rodzaju genetyczne lenistwo mężczyzn, którzy w zasadzie nic nie robią. Wszelkie prace domowe wykonują kobiety i dzieci. Pomoc wszelkiego rodzaju tylko utrwala ten stan rzeczy. Oni nie muszą nic robić, skoro otrzymują jakiś tam food, ubranie…, zero obowiązków.

  14. Hmm, pozwolę sobie trochę się nie zgodzić z autorem.
    Oczywiście pomoc humanitarna w postaci „darów” to idiotyzm przynoszący skutki odwrotne wobec samej idei pomocy, a komercjalizacja wolontariatu to absurd i jeszcze jeden przykład cwaniactwa w sferze zachodniej „przedsiębiorczości”. Jednak wdrażanie projektów rozwojowych, angażujących lokalną społeczność i nastawionych na efekty długofalowe, zarówno w tzw. krajach Trzeciego Świata, jak i w społecznie i ekonomicznie zdegradowanych regionach „bogatego” Zachodu to jedyna alternatywa wobec bezdusznych działań korporacji w sztamie z rządami, nastawionych wyłącznie na zysk i utrzymanie statusu quo na linii biedni-bogaci (że tak to lewacko ujmę w uproszczeniu). Zdaje mi się, że budowa szkoły, szpitala, założenie farmy czy studni na afrykańskiej wiosce to jak najbardziej długofalowe projekty, o ile na etapie budowy się nie kończą. Jeśli człowiek dysponuje odpowiednią wiedzą, popartą wystarczająco silną motywacją i w dodatku ma takiego farta, że urodził się w dość wygodnym miejscu, że stać go na latanie po świecie i kilka miesięcy przerwy w karierze, to dlaczego miałby nie podzielić się tym np. z mieszkańcami afrykańskiej czy kambodżańskiej wioski? A jeśli dzieli się szczerze oraz z szacunkiem dla lokalnych ludzi i ich kultury, to dlaczego miałby być przez nich niechciany? I jeśli coś człowieka wkurza, czy to za miedzą czy na drugim końcu świata, to dlaczego miałby nie podejmować działań, żeby to zmienić? Jeśli widzę stosy śmieci walające się po dżungli i tony plastiku palone na porządku dziennym w Indonezji, to powinnam udawać, że mnie to nie obchodzi, bo to prywatna sprawa Indonezyjczyków i ich rządu? Nie, to globalna sprawa, bo dotyczy zanieczyszczenia planety, na której wszyscy żyjemy. Jeśli słyszę o komercjalizacji / militaryzacji dostępu do czystej wody w Andach, żeby koncerny zarabiały krocie na wodzie butelkowanej, to mam to zlekceważyć, bo u nas woda pitna leci z kranu za grosze? A co jeśli za kilka lat też zostaniemy zdani na łaskę i niełaskę owych koncernów? Wszystkie te kwestie dotyczą nas wszystkich, bez względu na to, czy ich dobitne przykłady znajdujemy po drugiej stronie planety, czy na podwórku sąsiada.
    Wiem, że w dzisiejszych czasach nie jest łatwo znaleźć organizację, której można zaufać, w której działania warto się zaangażować, ponieważ wynikają ze szczerej postawy ideowo-etycznej, a jednak wierzę, że gdzieś jeszcze takie organizacje się trafiają. Trzeba tylko poświęcić sporo wysiłku i czasu, żeby do nich dotrzeć. To pierwszy sprawdzian determinacji, która jest kluczową kwestią, jeśli ktoś naprawdę chce wziąć udział w sensownym wolontariacie i na cokolwiek się przydać.
    A BTW nie widzę różnicy między „prawdziwą chęcią pomocy” a „chęcią poczucia się lepiej”, o ile obie prowadzą do takich samych skutków. Altruistów z prawdziwego zdarzenia było w historii tyle, co kot napłakał, a jednak zdaje mi się, że wiele pozytywnych rzeczy dzieje się głównie dlatego, że ktoś chce się poczuć trochę lepiej.

  15. madrze , warto spojrzeć z innej strony ekonomicznej , i społecznej … nie myslałeś o podesłaniu tego tekstu billowi gatesowi ?

  16. Zgadzam się po części z autorem tekstu – niebagatelny, gratuluję 🙂 I w przewadze z haskaviajar – też tak uważam!
    Jeżeli nie będziemy nic robić z tym, co nas wkurza, co nam się nie podoba ani w żaden sposób nie poprzemy tego, co nam pasuje, to świat będzie stał w miejscu, a my jak takie kłody, które w nic się nie angażują będziemy się tylko dziwić, że świat zmierza w takim popieprzonym kierunku… Więc moim zdaniem lepiej robić, nawet jeżeli pobudką ma być egoistyczne lepsze samopoczucie, to i tak ten kogo stać na zaangażowanie jest zawsze mniejszym egoistą niż ten, który sobie ponarzeka jak to nic się nie dzieje, a sam po prostu nic nie robi żeby się działo – telewizor najprościej włączyć a tam powodów do narzekań jest 300 na minutę.
    Można zaczynać od swojego podwórka, a można od razu na końcu świata 🙂 Większy podziw z reguły budzą ci, którzy od razu się na koniec świata porywają niż ci, którzy robią to samo u nas. Zresztą każde działanie, w którym wychodzimy poza własny interes czy interes swojej rodziny jest już cennym działaniem społecznym, mniejsza o pobudki!

  17. Problemem w Afryce jest brak edukacji. W tej sytuacji w zasadzie jedyną pomocą byłoby sensowne budowanie szkół i monitorowanie jak działają.
    Co stałoby się gdyby „bandyckie kraje przestały kraść surowce”? Ano leżałyby sobie w ziemi i czekały na lepsze czasy. Długofalowo może i sensowne wyjście, ale krótkoterminowo sytuacja w tych krajach pewnie by się jeszcze pogorszyła (mniej pracy).
    Tak czy owak, na wolontariacie pieniądze zbijają organizatorzy, niewiele idzie do Afryki.

  18. Milo, że nareszcie ktoś o tym pisze wprost. Czasami jak patrzę na iluzję, której ulega większość europejczyków to mi ręce opadają. Mentalność kolonistów. Przykład: o zbiórkach na biedne dzieci z trzeciego świata wiedzą wszyscy, a jak mało osób wie o tym, że istnieje coś takiego jak rynek Fair Trade i wspiera go?

  19. Prawda… trzeba dać im wędkę i nauczyć się nią posługiwać, a nie podrzucać ryby w porze obiadowej. Nie zmienia to faktu, że mój rok jako wolontariusz buł jednym z ciekawszych i intensywniejszych w moim życiu. Mieszkałem z cyganami w Kosowie jeszcze zanim uzyskało niepodległość.

  20. Faktem jest, że w polskich domach dziecka większość dzieci ma jednego lub dwoje rodziców. To znaczy, że porywają im te dzieci?

  21. Niektórzy rodzice nie nadają się do bycia rodzicami, a domy dziecka są w stanie stworzyć przynajmniej namiastkę życia rodzinnego. Mój kumpel Dominik, gdy tylko skończył trzynaście lat, spakował siebie i siostrę i poszli do domu dziecka. Dominik wytoczył im proces. Bo chlali. Nikt go nie porwał, poszedł do „bidula” z własnej woli.

  22. Nie należy uogólniać — zgoda, że zdarza się marnotrawstwo czy nawet przekręty, ale są również sensowne programy pomocy, prowadzone odpowiedzialnie i z głową, i we współpracy z lokalnymi społecznościami… Oczywiście odróżnienie ich od siebie, by wesprzeć te drugie, wymaga trochę wysiłku, poszperania, dociekliwości… Ale nie jest to niewykonalne.

  23. (Miałem tu na myśli — zgodnie z tematem postu — programy pomocy dla Afryki, czy też raczej do konkretnych społeczności w konkretnych krajach afrykańskich, bo „pomoc dla Afryki” to bardzo skrótowe hasło).

  24. Jak najbardziej zgadzam sie z rozwijaniem edukacji w Afryce, bo to jest m. in. dawanie wedki. Akcja z budowaniem studni moim zdaniem jest calkowicie bezsensu z bardziej skomplikowanego powodu.
    Afrykanczycy nie maja systemow emerytalnych tak jak my, stad biora sie tak wielodzietne rodziny- tylko one moga zapewnic godniejsza starosc. Dobrze znamy mozliwosci zywnosciowe Afryki. Czesc z tych dzieci musi umrzec z glodu lub pragnienia i oni sami o tym wiedza. Co sie dzieje, gdy przykladowo budujemy studnie? Dzieci te przezywaja a co za tym idzie kazde z nich zalozy rowniez wielodzietna rodzine, a kazde z ich dzieci nastepna. Oczywiscie woda z tych studni sie skonczy a w rezulatacie umrze jeszcze wiecej ludzi, ktorzy sie przez ten czas urodzili. Kolo sie zamyka.
    Dlatego w tym przypadku szkodzimy. Mozna to przyrownac oczywiscie do budowy szpitali, kupowaniu szczepionek (nie tylko z tego powodu), czy wysylaniu zywnosci. Dlatego przede wszystkim edukacja, rozwoj ekonomiczny w tych krajach sie liczy. Ciekawi mnie co rozumiecie przez poszperanie i znajdowanie tych wlasciwych organizacji humanitarnych. Moze ktos juz takie zna?

  25. Tutuł wpisu trafił w dziesiątkę: Afryka NIE CHCE twojej pomocy. Tak naprawdę, Afryka jest bardzo uzależniona od pomocy, lecz na płaszczyźnie filozoficznej pomoc powinna zniknąć zupełnie, czyli Afryka NIE CHCE pomocy.

    Dlaczego?

    Żyję w Afryce od 25 lat, to I mogę coś na ten temat powiedzieć…

    Przez ostatnie lata uruchomiono tysiące akcji charytatywnych dla Afryki. Czy wiecie, w ile takich przedwięwzięć było albo sfinansowanych, albo zaplanowanych, przez jakąkolwiek organizację rdzennie afrykańską? Odpowiedź brzmi: ZERO. Tak, tak, to nie pomyłka: ZERO. Jaki jest sens pomagania komuś, kto sam sobie pomóc nie chce? W skali jednostkowej rozumiemy to natychmiast: wspieramy ciepriącego, głodnego, alkoholika, zadłużonego, hazardzistę, agresywnego itd. w pierwszych krokach na drodze do rekonwalescencji, ale oczekujemy przejęcia pałeczki, czyli kontynuacji zasugerowanej rehabilitacji ze strony pokrzepionego. W Afryce nie widzę takich tendencji.

    Jak autor słusznie zauważył, akcje pomocy to niezły biznes. Ja to widzę (a mówię z doświadczenia) jako prowizje z samych przedsięwzięć dobroczynnych plus poważniejsze dochody z rozkręcania… rynków zbytu. Wszak produkty zachodnie funkcjonują wyłącznie na rynkach przystosowanych do konsumpcji towarów zachodnich, zatem należy skonstruować cały system (edukacja, infrastruktura, rolnictwo, zbyt, usługi itd.), aby obroty pieniężne wzmóc. Trudno Afrykańczykom takie systemy nie tylko utrzymać, ale i je ciągle ulepszać (systemy nie pochodzą stąd, a są importowane, narzucane), stąd wieczne błagania o pomoc.

    Najbardziej humanitarną rzeczą byłoby zostawić Afrykę w spokoju, pozwolić jej pójść swoją drogą, przestać forsować coś niekompatybilnego z miejscową ludnością. Utopijne myśli, bowiem konsumeryzm jest szalenie zaraźliwy, odurzający… Czasami pomoc bardzo szkodzi, niezależnie od wskaźników statystycznych (też importowanych, i.e. uznanych za świetne weryfikatory pomyślności i zdrowia na zachodzie).

    Nie – Afryka NIE CHCE pomocy, ma DOSYĆ tej wspaniałej pomocy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s