Wszystkie podróże Bonda

Wszyscy kochają Skyfall. Media, marketingowcy, krytycy, widzowie, jak jeden mąż chwalą i podziwiają. Volfee też dorzuci na ten temat kilka groszy… po swojemu. Ocenimy, więc to, gdzie 007 tym razem pojechał.

„Nie lubię nowego Bonda. Daniel Craig ssie.” – te słowa wiele razy opuszczały me usta, kiedy ja opuszczałem salę kinową po seansach ostaniach dwóch Bondów – Kasyna Royal i Kwarty Solanki. Tym razem, na premierę nie zamierzałem się wybierać w ogóle, woląc raczej poczekać na pierwsze opinie znajomych. Jednak złożyło się tak, że dostałem darmowe bilety, no i pójść musiałem. Jak pech, to pech.

Bond to dzisiaj chodzący bilbord, o tym wie chyba każdy. 007 reklamuje ubrania, samochody, perfumy (tych na szczęście w kinie wąchać nie trzeba), Heinekena, no a zamiast wybuchających długopisów i laserowych zegarków, jako gadżet dostaje Sony Experie. Product placement pełną gębą, ale to nic złego (ponoć 30% budżetu filmu pochodzi właśnie stąd). O wiele ciekawsze z punktu widzenia Volfiego są raczej miejsca, które Bond reklamuje, a i te są całkiem ciekawe.

Istambuł

Filmweb.pl

Na pierwszy ogień idzie Turcja. Sceny kręcone są co prawda, również w innych jej częściach, ale za miejsce fabuły uznaje się właśnie Istanbuł. Bond przemierza w różnych pojazdach wspaniałe lokacje, takie jak turecki bazar, dachy miasta czy też most kolejowy łączący dwie ściany majestatycznego kanionu. Pojawiają się świetne ujęcia, słyszymy świetną muzykę, a reżyser z operatorem przechodzą samych siebie tworząc niesamowicie dynamiczne widowisko. Super!

Londyn

Filmweb.pl

Du rozgrywa się zadziwiająco duża cześć filmu, a klimat miasta zostaje doskonale oddany. Sceny w Londynie przypominają, że jest to brytyjski film, a Bond jest nie jakimś agentem CIA, czy Interpolu, tylko samego MI6 – śmietanki brytyjskiego wywiadu! Londyn jest jak zawsze pochmurny, co tworzy w filmie bardzo dobry klimat. Wspaniała lokacja i kolejne świetne ujęcia, choć ci co widzieli ostatniego Batmana mogą poczuć lekkie „deja vu”. Reżyser sam przyznaje, że trochę wzorował się na Nolanie.

Chiny

Youtube

Owszem. Tym razem Bond udaje się do państwa środka (po raz pierwszy – Ever!) – konkretnie Szanghaju. Miasta rozświetlonego tysiącami reklam i neonów, więc by to podkreślić, akcja dzieje się tam wyłącznie w nocy. Na potrzeby filmu postawiono kasyno – Golden Dragon. Również pięknie rozświetlone i klimatyczne. Bajka! W Chinach nasz agent trafia też na wymarłe miasto rodem z Incepcji, a wzorowane ponoć na wyspie Hashima. Opuszczonej aktualnie wyspie, gdzie mieszkało kiedyś ponad 3000 ludzi. Pogooglajcie trochę na ten temat, bo to całkiem ciekawe miejsce do odwiedzenia.

Szkocja

Totalne zaskoczenie. To miejsce zrobiło na mnie chyba największe wrażenie, bo też nigdy tam nie byłem. Wspaniałe plenery, niesamowite ujęcia i oczywiście reklama Astona, ale to już musicie zobaczyć sami w kinie, bo nie będę wam zdradzać fabuły filmu.

No dobrze, praca domowa odrobiona, ale nie oszukujmy się. Każdy chce coś napisać na temat Skyfall i uszczknąć trochę medialnego szumu jak wokół niego się tworzy. Volfee nie jest lepszy. No to co myślę o nowym Bondzie? Może ujmę to tak – jeśli podobały ci się ostatnie dwa filmy, to przykro mi – masz kiepski gust. Były kiepskie i nudne.

A ten nie jest! Jest zajebisty, jest przesadzony, czasami irracjonalny, pełen akcji i strzelanin. Są piękne kobiety, jest ciekawy czarny charakter i cudowne widoki. 007 zamawia martini i jeździ astonem. Jednym słowem – Bond wrócił. Tak, tak, wiem, że Craig wygląda i gra jak tępawy rusek, ale to nic – kreacja pozostałych postaci nadrabia jego braki.

Marsz do kina, bo film jest świetny. I o wcale nie dlatego, że dostałem darmowe bilety! 😉

Bądź na bieżąco – polub Volfiego na facebooku!

PS. To jest w tym filmie najlepsze:

Reklamy

9 thoughts on “Wszystkie podróże Bonda

  1. Muzyka Adele jest genialna, uwielbiam jej słuchać i do Bonda tak świetnie pasuje. A co do filmu to szczerze nie oglądałam, poprzednie części jakoś mnie nie zachęciły. Może czas powrócić do Bonda właśnie w najnowszym wydaniu:)
    Plenery świetne i tekst jak zwykle Volfee-mu się udał.
    Piszesz tak ze od razu ma się ochotę dodać komentarz:)
    Pozdrawiam

  2. Jakby mi dali darmowy bilet, może bym i poszła. Ale wydawać pieniądze na Bonda? Noł tenkju 🙂 O gustach się ponoć nie dyskutuje, więc nie wiem kto ma kiepski, a kto nie, mnie osobiście Bondy śmieszą i są przedobrzone. Prawie jak podkręcane kule w „Wanted”.

  3. Ja tego filmu nie umiem przełknąć. Może jestem za bardzo tradycyjny, ale nowy Bond to strata czasu. Film oczywiście lajfstajlowy zachęca do odwiedzania bogatych miejsc (standard w serii) i biegania po dachach (tzw parkour, to nowość), razi w oczy ilość zer w sumie jaką przeznaczono na realizacje… Bond chyba nie pije martini a przynajmniej nie pada ta nazwa przez cały film. Nieważne, moim zdaniem za scenariusz komuś należy się cios karate. Można było zrezygnować z ostatniej godziny i wysadzić w powietrze coś w Londynie a nie jechac po mgłe do Szkocji i robić z Bonda sierote pokroju Batmana.

  4. nareszcie mam czas na nadrabianie zaległości (w czytelnictwie póki co) i fajnie piszesz Wilku! a i na Bonda się może wybiorę, krajoznawczo rzecz jasna 😉

  5. hehe… Bond… ostatnio oglądam nostalgicznie stare filmy… ucieszny macho, marzenie cieniasów co by wreszcie tak z tymi pięknymi kobietami, samochodami i mocą wszelaką… świat uratowany u stóp, zajefajnie się bawię… on jeden jest jak super heros i te śmieszne głupiutkie cycatki naokoło… co by nie zrobiły to napartaczą, a jak przy tym dywanowo śmigają rzęsami… cuuuudne… takie słabiutkie, ikony niezaradności i niemiłosiernego piękna…. technika, już teraz śmiesznawa, bo te rzeczy szybko nabierają patyny…. co w tym jest ponadczasowego? jaka prawda psychologiczna o nas i o świecie? żadna, mit, nieśmiertelny, bajeczny i dziecinny… oglądajmy, pewni że nam się to nigdy nie przydarzy, ale przez tę chwilę herosi ratują świat, a barbiuszki potwierdzą jego znakomitośc….

    a ja i tak to oglądam, uśmiecham się i robię na drutach,
    boskie zajęcie 😀

  6. Pingback: Hashima – wymarła wyspa | Volfee

  7. Być może i nie jestem hejterem nowego Bonda, być może nie powinni byli zatrudniać Australijczyka do tej roli, ale z jednym się nie zgodzę, mianowicie James Bond po raz pierwszy odwiedzał Chiny w Hong Kongu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s